
W ostatni wtorek prognozy pogody i falowania pokazywały niestworzone rzeczy: miała byc piękna pogoda i ogromne fale. Pierwsze rzeczywiście się ziściło, natomiast fale jak to często na Bałtyku bywa, okazały się mniejsze niż byśmy chcieli. Jednak lekki cross-off i sprawił, że fale pomimo małego rozmiaru, byly naprawdę równe i długie jak na Bałtyckie realia…
Chcieliśmy początkowo pływac na naszym ulubionym spocie, czyli przy rurociągu we Władysławowie, ale tam fale były zbyt małe. Pojechaliśmy więc do Chałup w składzie Sołt, Paweł Molik, Rudy i Maciek Szyszko.


Fale okazały sie całkiem dobre, bo miały okolo 1metra, sporą moc (okres fali ponad 6sekund) i były bardzo równe. Oprócz nas na plaży było kilku surferów, z których jak zawsze mocno wyróżniał się Kijek, wywijający całkiem efektowne manewry. My cieszyliśmy się każdą złapaną falą, chocby i w pianie. Molik (klasyczny falowy oszust, przyp. autora) robił nas w konia, ukradkiem łapiąc fale odbijajac się nogami od dna, zamiast uczciwie wiosłowac. Tej cwanej taktyce, którą stosował po raz ostatni – już ja tego dopilnuję, zawdzięczał złapanie największej ilości fal, trzeba powiedziec, całkiem czystko popłyniętych. Na początku, pwnym utrudnieniem był, typowy dla Chałup zachodni prąd wodny, który sprawia, że wiosłowanie jest bardzo męczące. Sposobem na to okazało się wychodzenie do fali po mieliźnie wzdłuż palików. Pod wieczór jednak prąz osłabł, fale się uspokoiły i mogliśy cieszy oczy szklistymi falami w kórych odbijało się zachodzące słońce.

Rudy najpierw męczył się napianach używając fisha 5’10, który jest jeszcze zbyt wymagająca deską jak na jego umiejętności, ale kiedy przesiadł się na deskę 7’2 od razu zaliczył kilka pierwszych w życiu czystych fal. Trzeba powiedziec, że Ryży bardzo się podjarał surfingiem i jego duchowo filozoficznym wymiarem, łącznością z przyrodą i tego typu farmazonami, co bardzo szanuję i częściowo podzielam.

Pan Doktor Maciek Szyszko, dopiero odkrywał tajniki łapania fal, ale i on mial sporo fajnych przejazdów, nawet do samej plaży. Walczył srogo z żywiołem i z chwiejąca się deską i osiągnął bardzo wiele, zważywszy że to dopiero jego drugi dzień przygody z surfingiem.

Ja, skromny autor tego postu, również bawiłem się nieźle, pierwszy raz w tym sezonie pośmigałem na fishu 5’10, doceniając jego szybkośc i dobrze trzymające krawędzie.
Oczywiście nie obyło sie bez kolizji, drop-in’ów i bezpardonowego łamania surfingowej etykiety. Deski czasem były bardzo blisko siebie w dziekim pedzie bez kontroli, ale wszyscy są cali więc na razie nie ma o czym rozprawiac.



Karne punkty za złe zachowanie zanotowałem sobie w tajnym kapowniku i stosownie sie odegram następnym razem, czyli jeśłi wierzyc prognozom, już w najbliższy weekend…. Chałupy pożegnały nas zachodem słońca jak z czołówki serialu Miami Vice.



Komentarze: 5 do “Surfing w Chałupach – małe fale,duży fun.”
Zostaw komentarz